Chodząc po sklepach nie mogłem nic ciekawego znaleźć. W końcu zirytowany kupiłem pierwszy lepszy garnitur i wróciłem do domu. Wykąpałem się, przekąsiłem mini obiad i pojechałem na wieczorną imprezę do szefa.
Drzwi — już na miejscu — otworzyła mi piękna kobieta. Muszę przyznać, że Roman ma niecodzienny gust, jeśli chodzi o piękno płci przeciwnej. Była szczupła, miała bardzo długie blond włosy sięgające do łopatek. Usta wymalowane czerwono—krwistą szminką, a oczy błyszczące jak dwa małe diamenty. Jako dżentelmen przywitałem się i pocałowałem ją w rękę, po czym zostałem zaproszony do środka. To, co ujrzałem po wejściu, zwaliło mnie z nóg. Na ścianach było pełno znanych obrazów światowej sławy malarzy. Przy schodach prowadzących na górę stał duży niedźwiedź wypchany cholera wie czym. Sabrina — bo tak nazywała się piękna dama, która mnie wpuściła do domu — zaproponowała, że oprowadzi mnie po rezydencji. Zgodziłem się bez wahania. W czasie zwiedzania opowiedziała mi trochę o Romanie, jak dorobił się tego wszystkiego. Słuchając, nie mogłem uwierzyć, że szef zaczynał tak samo jak ja. Też szukał pracy przez kilka lat w swoim zawodzie. Aż zaczął prowadzić małą firmę, która potem przeobraziła się w wielki, dochodowy biznes. W końcu wszedłem wraz z Sabriną do salonu, gdzie byli już wszyscy ze sztabu szkoleniowego wraz Romanem.
— O jesteś już — przywitał mnie Roman, zmierzając w moją stronę.
— No, jestem. Masz piękny dom. I pomyśleć, że to wszystko jest twoje.
— To tylko kawałek mojej własności. Mam jeszcze kilka domów, ale to w innych zakątkach świata. Moją córkę już poznałeś.
— Yyy, to twoja córka? Nie obraź się. Myślałem, że jest to twoja żona. Nie wiedziałem, że masz tak piękną córkę.
— Po ojcu jest taka piękna. Mojej żony dzisiaj nie poznasz, bo pojechała na jakąś debatę do Brazylii. Ale muszę przyznać, że jak tak patrzyłem na was to ładnie razem się prezentujecie. Jestem pewien, że byłbyś świetnym zięciem.
— Niech się szef nie wygłupia dobrze. Sabrina jest młoda, a ja już trochę lat mam.
— Jaka ona tam młoda…
— Tato, przestań — wtrąciła się Sabrina.
— Ty masz dwadzieścia cztery lata, a Sabrinka ma dziewiętnaście. Te pięć lat różnicy to nic. Mam znajomych, u których różnica wiekowa wynosi dziesięć lat, i są ze sobą bardzo szczęśliwi. Powiem ci coś. Jak będziesz chciał umawiać się z moją córką to masz moje pozwolenie. Wiem, że jesteś fajny gość i nie zrobisz jej krzywdy.
— Dobrze i dziękuję za pozwolenie. Może kiedyś skorzystam.
Sabrina cała zaczerwieniona spojrzała na mnie ukradkiem, po czym pobiegła do swojego pokoju na górze. Kiedy biegła po schodach przeszły mnie ciarki. Jej nogi były takie długie i piękne. Pomyślałem, że co mi szkodzi spróbować. Może ona będzie tą drugą połówką, której szukam.
Z imprezy wróciłem po dwudziestej czwartej. Byłem cały wykończony i zaraz położyłem się spać. Rano wstałem cały wypoczęty i z bardzo dobrym humorem. Za kilka dni mój wielki dzień — pomyślałem. Pierwszy raz poprowadzę ukochany klub w profesjonalnym spotkaniu. Nigdy o tym nie marzyłem, bo wiedziałem, że to niemożliwe. Jednak marzenia czasem się spełniają.
W dobrym nastroju ruszyłem do klubu odbyć kolejny trening z chłopakami. Wszyscy zawodnicy są zdrowi i gotowi na pierwsze sparingowe spotkanie. Przed samym spotkaniem dałem chłopakom jeden dzień wolny, aby spędzili go z rodziną. Ja wraz z moim asystentem próbowaliśmy rozgryźć przeciwników. Szukaliśmy słabych punktów w ich grze. Jednak okazało się to bardziej trudne, niż nam się wydawało. Za dużo nie wiedzieliśmy o naszym rywalu. Mimo to podjęliśmy próbę analizy taktycznej.
— Robert, znasz dobrze tą Americę?
— Szczerze, to nie za bardzo. Wiem, że u siebie są piekielnie silni i ciężko ich pokonać. Mają znakomitych zawodników.
— Kurde, to nie dobrze. Będziemy musieli chyba improwizować.
W czasie mojej rozmowy z asystentem podszedł do nas Roman.
— Cześć wam. Damian, słuchaj. Za pięć minut mamy konferencję prasową z dziennikarzami. Chcesz iść ze mną i odpowiedzieć na kilka pytań?
— Oczywiście, że chcę iść. W końcu nie jestem anonimowy. Dobra, Robert, idź już do domu i jutro w siedzibie spotykamy się o 10 rano. Cześć.
Po zakończonej rozmowie z asystentem ruszyłem szybko wraz z prezesem na konferencję prasową. Wszedłem do małej salki i doznałem lekkiego szoku. Było tam tylu dziennikarzy, że bałem się ruszyć. Każdy od razu spojrzał na mnie i czułem, że mi się nogi uginają w kolanach. Z trudem szedłem w stronę krzesła, gdzie miałem zasiąść. Prezes widząc, że zżera mnie trema, zaczął pierwszy.
— Witam wszystkich zgromadzonych tutaj. Przedstawiam wam Damiana Łodygę — nowego managera Chelsea Londyn. Jeśli któryś z panów ma pytania do Damiana, to proszę się nie krępować i pytać.
Zaczął facet z okrągłymi okularami na nosie, ubrany w niebieski garnitur.
— Zjawił się pan tutaj w roli nowego managera zespołu. Czy Chelsea jest dla pana spełnieniem marzeń?
— Tak, zdecydowanie. Chelsea lubię od dzieciństwa i jestem ich wielkim fanem.
— Od tak renomowanego zespołu jak Chelsea zawsze oczekuje się wielkich sukcesów. Czy wierzy pan, że za pańskiej kadencji ta chlubna tradycja będzie kontynuowana?
— Uważam, że w takim klubie po prostu nie wypada mierzyć niżej. Ktoś jeszcze ma jakieś pytania?
Lekko i nieśmiało rękę podniósł gruby facet ubrany w tweedowy sweter.
— Klub dysponuje fantastycznymi obiektami treningowymi. Czy cieszy pana perspektywa pracy w takich warunkach?
— Jestem zachwycony poziomem obiektów treningowych. Nic dodać nic ująć.
— Czy zdecydował pan już którzy zawodnicy panu się spodobali, a z których nie jest pan do końca zadowolony?
— Tak, wiem już, dla kogo znajdzie się miejsce w moich planach, a kto może o tym zapomnieć.
— Ta wypowiedź niewątpliwie sugeruje, że ma pan pełne zaufanie do swoich zawodników. Którą formację swojego zespołu uważa pan za najsilniejszą?
— Jestem stuprocentowo przekonany, że wszystkie formacje są wystarczająco mocne i dadzą sobie radę z każdym przeciwnikiem. Przepraszam was, panowie, ale muszę już iść. Jak sami dobrze wiecie niedługo mamy pierwszy sparing i chce się dobrze do niego przygotować. Musimy ostro ruszyć z kopyta, aby wpaść w dobry rytm. Możecie natomiast zadawać pytania prezesowi, który chętnie na nie odpowie.
Po konferencji prasowej udałem się do samochodu i pojechałem do domu, aby odpocząć. W czasie jazdy przez głowę migało mi milion myśli. Jak zagrać? Kogo wystawić do pierwszego składu? Co robi teraz Sabrina? Po trzydziestu minutowej jeździe dojechałem do domu, wszedłem do środka i padłem na łóżko. Ten dzień był wyczerpujący. Nie miałem siły nawet na zjedzenie kolacji i od razu poszedłem spać. Rano obudziłem się cały obolały, jakby ktoś mnie w nocy bił kijem. Wziąłem prysznic, zjadłem śniadanie i pojechałem do siedziby, gdzie o dziesiątej umówiłem się z Robertem.
Do pierwszego sparingu zostało kilka godzin, a ja nie wiedziałem jaką jedenastkę posłać na boisko. Miałem totalny mętlik w głowie. Podróż do siedziby minęła mi piorunująco i zanim się obejrzałem byłem już na miejscu. Zaparkowałem samochód tam, gdzie zawsze, i poszedłem do swojego biura. Usiadłem wygodnie w fotelu i starałem się skupić na wyskrobaniu jako takiej jedenastki. Ze skupienia wyrwał mnie dźwięk pukania do drzwi.
— Proszę wejść. — Do pokoju wszedł Robert.
— Cześć, Damian. Mam nadzieje, że ci nie przeszkadzam.
— Cześć. W zasadzie to próbowałem skleić jakoś pierwszą jedenastkę, ale przyznam się, że to trudniejsze, niż myślałem. Nie wiem zupełnie, kogo posłać na pierwszy ogień.
— Nie przejmuj się. Nie tylko ty masz z tym problemy. Każdy trener na początku tak ma. Jeśli mogę coś doradzić… zrób sobie dwie jedenastki i daj obu grać. W pierwszej połowie niech zagra jedna, a potem zrób zmiany i wpuść drugą jedenastkę. W ten sposób będziesz widzieć, jak każdy z naszych zawodników radzi sobie na boisku.
— A wiesz, że to nie jest głupie? Cieszę się, że mogę na ciebie liczyć, Robercie.
— Od tego tu jestem. Nie dostaję kasy za to, że sobie chodzę. Kiedy mamy samolot do Meksyku?
— Za niecałe dwie godziny. Wszyscy zawodnicy już się stawili?
— Tak są wszyscy. Czekają na nas w szatni.
— Okej, to nie ma co zwlekać. Idziemy do nich.
Wyszedłem z gabinetu i wraz z asystentem ruszyliśmy w kierunku szatni. Po drodze opowiedziałem Robertowi o tym, jak zauroczyłem się w Sabrinie. Niestety na chwilę obecną byłem nikim, aby cokolwiek zdziałać. Wchodząc do szatni zauważyłem, że zawodnicy byli w bardzo dobrych nastrojach, co mnie ogromnie cieszyło. Zacząłem z uśmiechem na twarzy.
— Dobra Panowie. Jedziemy na lotnisko i ruszamy do Meksyku na pierwsze w tym sezonie spotkanie. Mam nadzieje, że wygramy i będziemy wracać do domu szczęśliwi.
W czasie lotu otworzyłem swojego laptopa w celu sprawdzenia, czy nadeszły odpowiedzi od dyrektora sportowego w sprawie ofert transferowych. W skrzynce mailowej było sześć wiadomości. Niestety wszystkie negocjacje zostały zarzucone. Jednak nie zniechęciło mnie to i złożyłem ponownie oferty za wybranych wcześniej zawodników. Skoro prezesi odrzucili oferty, to będzie trudno ich wykupić za małą cenę. Muszę w razie czego poszukać innych tańszych wzmocnień. Poszperałem trochę po klubach i znalazłem kilkunastu zawodników, którzy również będą pasować do mojej koncepcji gry. Wprawdzie nie są aż tak znani jak poprzedni, ale w Chelsea sobie powinni poradzić. Najwyżej nie kupię żadnego zawodnika i zagram obecnym składem.
Do Meksyku lecieliśmy około czterech godzin. Lot był spokojny i bez zarzutów. Na lotnisku czekał na nas autokar, który miał nas zawieść do hotelu, znajdującego się trzysta metrów od boiska Ameryki. Na miejscu byliśmy dwie godziny przed spotkaniem. Zawodnicy podzielili się na grupki i poszli zadomowić się w pokojach. Ja tymczasem poszedłem się przejść po meksykańskich ulicach.
Od czasu do czasu mijałem przechodniów na ulicy. Budynki były obszarpane i szare. Na parapetach stały doniczki z kwiatami. Z jednego okna darła się kobieta na swojego męża, który wypił za dużo tequili. Na jednym z podwórek grało kilku chłopców w piłkę nożną. Spojrzałem na zegarek. Na cyferblacie widniała 18:30. Czas wracać do hotelu i porozmawiać z chłopakami przed spotkaniem. Wszedłem do hotelu. W holu stali zawodnicy przebrani i gotowy, aby wybiec na boisko.
— Dobra Panowie. Za niecałe trzydzieści minut zacznie się spotkanie. Chciałbym abyście zagrali dobry mecz. Wiem, że jest to pierwsze spotkanie i możecie czuć się stremowani. Nie ważny jest wynik. Ważne jest to, abyście zgrali się i byli gotowi na każde spotkanie niezależnie od poziomu przeciwnika. Podam teraz pierwszą jedenastkę, która wybiegnie od samego początku. W bramce zagra Ross Turnbull, na obronie — Jose Bosingwa, Branislav Ivanovic, Oriol Romeu i Ryan Bertrand. W pomocy wybiegną — John Obi Mikel, Josh McEachran, Ramires, Daniel Sturridge, Salomon Kalou. A w ataku zagra Romelu Lukaku. Reszta usiądzie na ławce rezerwowych. Nie martwcie się, panowie. W drugiej połowie zmienię jedenastkę i każdy będzie mógł się wykazać swoją grą. Pokażmy na co nas stać.
Nastała 19:00. Czas rozpocząć pierwszy mecz w nowym sezonie.
Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była przeciętna. Widać było, że zawodnicy jeszcze nie weszli w prawidłowy rytm meczowy. Po pierwszej połowie był remis 0-0. Jednym z wyróżniających się zawodników na boisku w pierwszej odsłonie był Daniel Sturridge. Druga połowa w naszym wykonaniu była o wiele lepsza. Graliśmy ofensywny futbol i nie popełnialiśmy już tylu błędów co w pierwszej odsłonie. America nie potrafiła sobie z nami poradzić i spotkanie wygraliśmy skromnie 1-0. Bramkę na wagę zwycięstwa strzelił Fernando Torres.
America — Chelsea 0:1 (0:0)
Fernando Torres 84’
Do hotelu wracaliśmy w znakomitych nastrojach. Każdy z moich podopiecznych zagrał dobry mecz. Na dwa tygodnie ze składu wypadł Branislav Ivanovic z powodu naciągnięcia ścięgna pachwiny. Mimo że Branislav jest tylko rezerwowym zawodnikiem, to i tak spora strata w chwili obecnej. Prosto z Meksyku polecieliśmy do Holandii, gdzie czekało nas następne spotkanie w ramach przygotowań do nowego sezonu.
W kraju niderlandzkim wylądowaliśmy dzień po spotkaniu w Meksyku. Mieliśmy więc dwa dni na odpoczynek. Pierwszy dzień dałem chłopakom wolny i pozwoliłem, aby wyszli na miasto. Sam również skorzystałem z tej okazji i poszedłem pozwiedzać.
Holandia jest krajem ładnym, estetycznym i bardzo zadbanym. W kolorowych, wystylizowanych kamieniczkach znajduje się mnóstwo galerii, kameralnych teatrów, wystaw malarskich oraz liczna ilość lokali muzycznych, w których można napić się zimnego piwa. Każdy z przechodniów mógł zobaczyć z daleka piękne i duże wiatraki, które są znakiem rozpoznawalnym w Holandii.
Dzień minął jak z bicza strzelił i wróciłem do hotelu, by się położyć. Drugi dzień pobytu w Holandii był głównie poświęcony treningowi. Staraliśmy się robić swoje, zużywając jak najmniej energii, oszczędzając ją na spotkanie. Po chłopakach zauważyłem, że są bardzo zmotywowani do najbliższego spotkania, więc o wynik nie powinienem się martwić.
Nadszedł wtorek. Za niecałe dwie godziny zagramy drugi w tym sezonie sparing. Tym razem przeciwnikiem będzie Vitesse Arhnem. Przeciwnik niby nie wymagający, ale to nie miało znaczenia. Do każdego spotkania podchodzimy z takim samym nastawieniem. Drugie spotkanie rozpoczęliśmy w identycznym zestawieniu jakim wyszliśmy przeciwko Americe. Jedyną zmianą była obsada środka obrony. Za kontuzjowanego Ivanovicia wszedł David Luiz.
Drugi mecz towarzyski poszedł po naszej myśli i pokonaliśmy Vitesse Arhnem 2—0. Całe spotkanie przeważaliśmy na boisku i praktycznie piłkarze z przeciwnej drużyny nie istnieli. Najlepszym zawodnikiem meczu był Salomon Kalou, który otrzymał ocenę 7,5.
Vitesse — Chelsea 0:2 (0:2)
Salomon Kalou 31’
Michihiro Yasuda (sam) 41’
Po spotkaniu wszedłem na swojego laptopa, by sprawdzić, czy wyjaśniło się coś ze wzmocnieniami. Włączając komputer miałem cichą nadzieje, że w ciągu dwóch dni pozyskamy jakiegoś zawodnika. Niestety wszystkie odpowiedzi od innych prezesów były negatywne. Złożyłem ponownie oferty. Tymczasem zawodnicy, których wystawiłem na listę transferową, podpisali kontrakty z nowymi pracodawcami. Nicolas Anelka przeszedł do PSG za 5 mln euro, natomiast doświadczony Hilario za niecałe 650 tysięcy zasilił szeregi FC Porto. Sprzedaż zawodników pozwoliła mi zasilić konto dotyczące transferów i mogłem sobie pozwolić na nieco większe wydatki.
Dzień po meczu z Vitesse ruszyliśmy z całą drużyną na tourne do Stanów Zjednoczonych. W ciągu pięciu dni mamy tam do rozegrania trzy spotkania. Będzie to dobry sprawdzian dla nas pod względem wytrzymałości.
Lot do Stanów ciągnął się i ciągnął. Chciałem już wyjść z tego samolotu i w końcu odetchnąć świeżym powietrzem. Po męczącym locie w końcu wylądowaliśmy i pojechaliśmy do naszego hotelu.
Hotel był bardzo gustowny. Stylem przypominał mi gotyk. Pensjonat posiadał dużą ilość okien, kilka wież i bogato zdobione portale. Z zewnątrz prezentował się naprawdę czarująco. Jednak to co zobaczyłem w środku zdziwiło mnie. Wszystko wyglądało prosto i schludnie. Nie było tam jakiś rzeźb czy przesady w umeblowaniu. Każdy element był dopasowany do siebie idealnie i był częścią całego projektu, który prezentował się świetnie. Wszyscy rozdzieliliśmy się i poszliśmy się udomowić w pokojach. Ja zająłem pokój wraz z moim asystentem. Chciałem znaleźć z nim wspólny język i nawiązać lepszy kontakt. Na drzwiach od naszego pokoju widniała liczba 666. Wszedłem do środka, położyłem walizkę przy szafie i zaraz potem rzuciłem się na łóżko, by chwilkę odpocząć. Tuż za mną wszedł Robert, który w przeciwieństwie do mnie położył walizkę na łóżko i zaczął się rozpakowywać. Widząc co robi mój kolega zaśmiałem się i zacząłem rozmowę.
— Robercie, zostaw tą walizkę.
— Zostawię, jak się rozpakuję. Nie chce potem czegoś robić na ostatnią chwilę. Tobie radzę to samo.
— Później się tym zajmę. Teraz zapraszam cię na lunch. Pójdziemy zjeść frytki i hamburgera.
— Bardzo chętnie pójdę, ale chce się rozpakować do końca, jeśli pozwolisz.
— To ja w tym czasie się zdrzemnę. Jak skończysz, to obudź mnie.
Drzemka trwała około trzydziestu minut. Wstałem, poszedłem do łazienki obmyć twarz, żeby nie wyglądać jak zombie. Potem ruszyłem z Robertem na lunch. Gadało nam się dobrze i powoli łapaliśmy dobry kontakt. Po kilkugodzinnym wypadzie na miasto wróciliśmy do hotelu i poszliśmy spać. Nazajutrz czekał nas trening i musieliśmy być wyspani. Punktualnie o dziesiątej przystąpiliśmy do treningu. Po chłopakach widać było, że są lekko przemęczeni dlatego nie wymagałem od nich za dużo. Zawołałem ich na środek boiska i przekazałem wiadomość.
— Panowie. Chodźcie wszyscy do mnie. Mam coś do powiedzenia. Słuchajcie. Pierwsze dwa spotkania to było wejście w rytm. Teraz czekają nas trzy wymagające spotkania. Może przeciwnicy nie są jakimiś wielkimi firmami, ale klimat tutaj panujący jest dla nas ciężki. Robert zaplanował dla Was to tourne abyście pokazali, że potraficie wytrzymać ciężkie warunki. Mam nadzieje, że tourne zakończymy trzema zwycięstwami i do Anglii będziemy wracać w bardzo dobrych humorach. Jutro czeka nas pierwsze spotkanie z drużyną Columbus. O przeciwniku za dużo nie wiemy, bo rzadko gramy z tego typu drużynami. Liczę na wasze zaangażowanie w grę tak, jakby to było spotkanie o mistrzostwo Anglii. Dobra, koniec gadania. Podzielcie się na trzy grupki i pograjcie w dziada.
Godzinę później trening dobiegł końca.
W swoim pokoju starałem się z Robertem rozgryźć taktykę przeciwnika i ich słabe punkty. Tak się tym zajęliśmy, że nawet nie zauważyliśmy, która godzina. Przed pójściem spać włączyłem laptopa i w końcu mogłem być zadowolony, bo pozyskaliśmy za 9 mln Xherdana Shaqiri’ego z Bazylei. Xherdan jest uważany za wielki talent piłkarski. Takich graczy nam tutaj potrzeba. Młodych i przyszłościowych. Jak dobrze pójdzie, to Xherdan jutro zadebiutuje w sparingowym spotkaniu.
Nazajutrz tuż przed sparingiem dowiedziałem się, że udało nam się sprzedać kolejnego starego zawodnika. Tym razem nasz środkowy obrońca Alex przeszedł do Manchesteru City za całe 10 mln euro.
Do spotkania z Columbus przystąpiliśmy z jedną zmianą. Za Josh’a McEachrana wszedł Raul Meireles. Zmiana była wymuszona faktem, że Josh pojechał na mecze reprezentacyjne.
Spotkanie rozpoczęło się po naszej myśli i już w drugiej minucie objęliśmy prowadzenie po bramce Daniela Sturridge’a. W trzynastej minucie podwyższyliśmy na 2-0 i bramkę ponownie zdobył Daniel. Cztery minuty później bramkę kontaktową strzelili gracze Columbus, a potem wyrównali stan gry na 2-2. Tuż przed końcem pierwszej połowy uzyskaliśmy prowadzanie dzięki trafieniu Romelu Lukaku. Po czterdziestu pięciu minutach na tablicy widniał wynik 3-2. Druga odsłona była również bardzo ekscytująca. Po przerwie padły cztery bramki i końcowy wynik to 7-2.
Columbus — Chelsea 2:7 (2:3)
Daniel Sturridge 2’, 13’
Jeff Cunningham 17’
Andres Mendoza 19’
Romelu Lukaku 42’
Frank Lampard 46’
Oriol Romeu 52’
Xherdan Shaqiri 67’, 79'
Kolejne spotkanie graliśmy z Kansas City. Przeciwnik jeszcze słabszy niż poprzedni. Więc wynik powinien być podobny. Do spotkania przystąpiliśmy w identycznym zestawieniu jak w meczu z Columbus.
Spotkanie zaczęło się dla nas fatalnie, bo już w drugiej minucie straciliśmy bramkę. Turnbulla strzałem z dystansu pokonał Jimmy Mulligan. W trzydziestej trzeciej minucie na 2-0 podwyższył Aaron Eason. Siedem minut przed końcem pierwszej połowy bramkę dla nas strzelił Romelu Lukaku. Druga odsłona należała już do mojego zespołu. Przeważaliśmy praktycznie cały czas. Przeciwnicy nie mieli za dużo do powiedzenia i spotkanie zakończyło się naszym zwycięstwem 3-2.
Kansas City — Chelsea 2:3 (2:1)
Jimmy Mulligan 2’
Aaron Eason 33’
Romelu Lukaku 38’
Omar Bravo (sam) 46’
David Luiz 77’
Ostatnim sparingiem na tournée w Stanach było spotkanie z Portland. Teoretycznie był to najsłabszy zespół spośród tych co graliśmy do tej pory, ale jak pokazało poprzednie spotkanie nie ma co zgadywać wyniku. Starałem się jak najlepiej zmotywować chłopaków do tego spotkania. Widziałem, że kilku graczy było już bardzo zmęczonych i z tego powodu postanowiłem zrobić kilka roszad w pierwszej jedenastce.
Tuż przed meczem dowiedziałem się, że pozyskaliśmy kolejnego zawodnika. Tym razem prawego obrońcę Gokhana Gonula z Fenerbahce Stambuł. Za tego 26-latka zapłaciliśmy 13,5 mln euro. Bardzo cieszyłem się z faktu, że Gokhan zdążył dołączyć do zespołu i mógł zagrać w nadchodzącym spotkaniu. Byłem bardzo ciekaw, jak zaprezentuje się na boisku.
Spotkanie z Portland było jednym wielkim spektaklem w naszym wykonaniu. Cały mecz atakowaliśmy i ośmieszaliśmy przeciwników. Skończyło się naszym wysokim zwycięstwem 8-0. Najlepszym zawodnikiem na boisku był Raul Meireles, który strzelił piękną bramkę z 40 metrów i asystował przy dwóch bramkach.
Portland — Chelsea 0:8 (0:3)
Daniel Sturridge 25’
Salomon Kalou 34’, 38’
Fernando Torres 46’, 62’
David Luiz 69’
Raul Meireles 79’
Xherdan Shaqiri 85’
Tournée w Stanach Zjednoczonych dobiegło końca. Rozegraliśmy trzy spotkania, wygraliśmy wszystkie. Strzeliliśmy osiemnaście bramek i straciliśmy cztery. Jestem bardzo zadowolony ze skuteczności chłopaków, aczkolwiek martwi mnie trochę postawa obrony. Trzeba będzie to jakoś naprawić. Do Anglii wracaliśmy w świetnych humorach. Przed nami były jeszcze dwa sparingi. Jeden graliśmy na własnym boisku z niemieckim HSV Hamburg, a potem jechaliśmy do Szkocji na mecz z Queen of Sth. Z obecną formą moich podopiecznych byłem spokojny o wyniki w tych dwóch spotkaniach.
Na lotnisku w Anglii czekali na nas nasi najwierniejsi kibice, którzy zgotowali nam ciepłe przywitanie. Śpiewali hymn Chelsea, robili zdjęcia i prosili o autografy. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się tego.
A to był dopiero początek.
Przepraszam, ze nie tak w temat, ale mam pewien problem. Otóż w Football Manager 11 w pierwszym sezonie moja Aston Villa zajęła 5 miejsce w lidze i według zasad kwalifikacyjnych Premier League miałem wystąpić w czwartej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europy i na tym polega mój problem iż w nich nie wystąpiłem [...] ba ! Chelsea Londyn, która została mistrzem Anglii grala w fazie grupowej Ligi Europy, a pozniej ... w fazie grupowej Ligi Mistrzow.Czy ktos moglby mi pomoc ? gram na patchu 11.2.Dodam screeny na wszelki wypadek.
Tabela Ligowa sezon 2010/2011
http://w814.wrzuta.pl/obraz/1WfUE2EbyDu/barclays_premier_league_informacje_tabela
Chelsea Londyn terminarz sezon 2011/2012
http://w814.wrzuta.pl/obraz/2iH2f4BQag8/chelsea_londyn_terminarz_fm_11_2011_2012
Aston Villa terminarz sezon 2011/2012
http://w814.wrzuta.pl/obraz/acBT5c8fHgI/aston_villa_aston_villa_terminarz
TheRedDevilFan napisał:Przepraszam, ze nie tak w temat, ale mam pewien problem. Otóż w Football Manager 11 w pierwszym sezonie moja Aston Villa zajęła 5 miejsce w lidze i według zasad kwalifikacyjnych Premier League miałem wystąpić w czwartej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europy i na tym polega mój problem iż w nich nie wystąpiłem [...] ba ! Chelsea Londyn, która została mistrzem Anglii grala w fazie grupowej Ligi Europy, a pozniej ... w fazie grupowej Ligi Mistrzow.Czy ktos moglby mi pomoc ? gram na patchu 11.2.Dodam screeny na wszelki wypadek.
Tabela Ligowa sezon 2010/2011
http://w814.wrzuta.pl/obraz/1WfUE2EbyDu/barclays_premier_league_informacje_tabela
Chelsea Londyn terminarz sezon 2011/2012
http://w814.wrzuta.pl/obraz/2iH2f4BQag8/chelsea_londyn_terminarz_fm_11_2011_2012
Aston Villa terminarz sezon 2011/2012
http://w814.wrzuta.pl/obraz/acBT5c8fHgI/aston_villa_aston_villa_terminarz
a korzystasz moze z uaktualnienia na sezon 2011/12 np z nowymi mistrzami krajow? bo mialem taki sam problem w 11 z tym uaktualnieniem
chwal96 napisał:TheRedDevilFan napisał:Przepraszam, ze nie tak w temat, ale mam pewien problem. Otóż w Football Manager 11 w pierwszym sezonie moja Aston Villa zajęła 5 miejsce w lidze i według zasad kwalifikacyjnych Premier League miałem wystąpić w czwartej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europy i na tym polega mój problem iż w nich nie wystąpiłem [...] ba ! Chelsea Londyn, która została mistrzem Anglii grala w fazie grupowej Ligi Europy, a pozniej ... w fazie grupowej Ligi Mistrzow.Czy ktos moglby mi pomoc ? gram na patchu 11.2.Dodam screeny na wszelki wypadek.
Tabela Ligowa sezon 2010/2011
http://w814.wrzuta.pl/obraz/1WfUE2EbyDu/barclays_premier_league_informacje_tabela
Chelsea Londyn terminarz sezon 2011/2012
http://w814.wrzuta.pl/obraz/2iH2f4BQag8/chelsea_londyn_terminarz_fm_11_2011_2012
Aston Villa terminarz sezon 2011/2012
http://w814.wrzuta.pl/obraz/acBT5c8fHgI/aston_villa_aston_villa_terminarz
a korzystasz moze z uaktualnienia na sezon 2011/12 np z nowymi mistrzami krajow? bo mialem taki sam problem w 11 z tym uaktualnieniem
Tak, używam uaktualnienia składów po letnim okienku transferowym.
A po co mi fakty? Nie jest to kariera pisana na faktach autentycznych, tylko wymyślonych przeze mnie.
Powiem tyle.
Ręce mi opadają, jak opiekun dzialu, facet z zielonym nickiem pisze o "faktach autentycznych"
draugluindl napisał:A po co mi fakty? Nie jest to kariera pisana na faktach autentycznych, tylko wymyślonych przeze mnie.
Co do poziomu samego opowiadania: Wydaje mi się, że autor ma mleko pod nosem i niestety to w stylu pisania czuć. Nie jest to dojrzaly styl jaki czyta się z przyjemnością.