W drodze na boisko zastanawiałem się nad ewentualnymi wzmocnieniami drużyny. W głowie świtało mi kilka nazwisk, ale ze składaniem oficjalnych ofert zaczekam do jutra. Na gwałt potrzebuję środkowego pomocnika, prawego obrońcę i prawoskrzydłowego. Boję się, że nie podołam zadaniu, ze względu na małe możliwości finansowe. Wprawdzie Roman, jest bogatym człowiekiem, ale widać było, że na początku nie chce szastać za bardzo gotówką i do końca mi nie ufa. Wszystkie sprawy transferowe musiałem ustalać z dyrektorem sportowym. Z tego co słyszałem od Roberta, Michael Emenalo jest strasznym dusigroszem, co więcej jest bardzo asertywnym człowiekiem i będzie to ciężki orzech do zgryzienia. Już nie raz zaczepiał mnie na korytarzu wypytując o potencjalne wzmocnienia. Pewnie w myślach już przeliczał ogromne prowizje agentów piłkarskich i liczył kolejne zera ubywające z klubowej kasy. A już pazernych agentów piłkarskich nienawidził wściekle, więc negocjacje mogły potoczyć się różnie.
Kłęby czarnych myśli rozdarł nagle ostry dźwięk samochodowego klaksonu. Jakiś facet na polskich blachach i z kierownicą po lewej stronie, najwyraźniej próbował wytłumaczyć mojemu szoferowi, że skoro cały Stary Kontynent przemierza rondo kierując się w prawo, Anglicy powinni postępować podobnie. Mimo małych komplikacji udało nam się bezpiecznie dojechać do siedziby. Teraz muszę się skupić na treningu - pomyślałem. Pięć minut później byłem już na boisku i zagłębiłem chłopaków w tajniki mojego systemu gry. Wytłumaczyłem na czym polega strategia wybranej przeze mnie formacji oraz przedstawiłem oczekiwania zarządu na najbliższy sezon. Spojrzałem na Torresa. Wodził wzrokiem po pustych trybunach i żuł gumę niczym sam sir Alex Ferguson. Ewidentnie miał mnie w dupie. Aby upewnić się, że wszystko będzie jasne, jeszcze raz powtórzyłem:
- Także widzicie, że mierzymy w najwyższe cele. Pamiętajcie jednak, żeby osiągnąć sukces, trzeba pracować ciężko przez cały sezon. Nie będę tolerować obijania się ani jakichkolwiek kłótni. Ten, kto nie będzie przestrzegać zasad, wyląduje w rezerwach. U mnie jest krótka piłka. Dobra panowie, nie ma co marnować czasu. Na początek pięć kółek truchtem wokół boiska. Każdy, kto ukończy okrążenia niech stanie na środku boiska.
W czasie gdy chłopaki robili kółka, podszedł do mnie asystent i zagadał:
- Damian, mogę Cię prosić na słówko? – zapytał się Robert.
- Tak oczywiście. O co chodzi?
- Zastanawiałeś się może kogo kupić na brakujące pozycje?
- Szczerze mówiąc, to mam kilku kandydatów, ale na razie wolę to zatrzymać dla siebie, żeby nie zapeszyć. Dyrektor już mnie powoli zaczyna męczyć. Pewnie już martwi się ile to milionów upłynie z konta klubowego.
- Aha, no ok. Jest jeszcze jedna sprawa, musimy zorganizować jakieś mecze sparingowe.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, to chciałbym, abyś to Ty zajął się tą sprawą. Ja skupię się na treningach i poszukiwaniach odpowiednich graczy.
- Dobrze zajmę się sparingami. Postaram się jutro podzwonić po klubach i zakontraktować jakieś spotkania. My tu gadu gadu, a tymczasem wszyscy już skończyli okrążenia i czekają na nas.
- Widzę, że każdy z was jest w dobrej kondycji, co mnie bardzo cieszy - krzyknąłem, powoli zmierzając w kierunku piłkarzy - Wiecie, że każdy z Was ma równe szanse na znalezienie się w pierwszej jedenastce zespołu. Będę się Wam bacznie przyglądać i wybiorę najlepszych na daną pozycję. Coś na zasadzie – kto się stara, ten gra. Ale nie martwcie się, będą też roszady w zespole. Każdy będzie miał okazję rozegrania meczu i pokazania swoich umiejętności. Dziś będziemy trenować zarówno atak jak i obronę. Podzielę Was na dwie małe grupy, jedna będzie bronić bramki, druga atakować. Po piętnastu minutach odwrócimy role.
Dwie godziny później trening dobiegł końca. Chłopaki pojechali do siebie do domu, ja tymczasem udałem się na małą przechadzkę po Londynie, by na chwilę oderwać się od świata piłki. Pojechałem z bliska zobaczyć Big Bena, zwodzony most Tower Bridge oraz Katedrę św. Pawła.

Po dwugodzinnej wycieczce wróciłem do swojego mieszkania. Zrobiłem sobie ciepłą herbatę, zjadłem co nie co i położyłem się spać. W klubie miałem być dopiero o dwunastej, także mogłem się w końcu wyspać. Obudziłem się o dziesiątej rano. Wziąłem poranny prysznic, zjadłem śniadanie i wypiłem sok pomarańczowy. Pół godziny później włączyłem swojego laptopa, by rozeznać się nieco na rynku transferowym.
Przez kilka ostatnich dni po mojej głowie tułały się różne nazwiska. Z czasem musiałem zacząć je wszystkie notować. Wyciągnąłem więc listę i rozpocząłem szczegółową analizę wszystkich znajdujących się na niej zawodników. Po sprawdzeniu ich kartoteki i dłuższym zastanowieniu, liczba nazwisk na mojej liście szybko topniała. Po prostu nie pasowali do mojej taktyki. Doszło do tego, że poszukiwania odpowiednich zawodników musiałem zacząć praktycznie od zera. Zważywszy na to, że za niecałe półtorej godziny miałem stawić się w siedzibie klubu, przejrzałem same czołowe kluby z europejskich lig. A co mi tam, szef kazał wydawać, to postaram się to zrobić. Szukając prawego defensora starałem się znaleźć piłkarza, który potrafi dobrze bronić dostępu do własnej bramki, ale też umie włączyć się do ataku. Znalazłem kilku potencjalnych kandydatów – Darijo Srnę z ukraińskiego Szachtara Donieck i Gregora van der Wiel’a z Ajaxu Amsterdam.
Najtrudniejsze zadanie było jednak dopiero przede mną, czekały mnie bowiem poszukiwania środkowego pomocnika. Rozglądałem się za zawodnikiem z dobrym odbiorem, który jest silny, a zarazem potrafi włączyć się do ataku i strzelić z dystansu. Po półgodzinnej męczarni i przejrzeniu kilkudziesięciu klubów w końcu natrafiłem na trzech świetnych zawodników, którzy idealnie będą pasować do mojej koncepcji gry. Angelo Palombo z włoskiej Sampdorii, Mousse Sissoko z Tuluzy i Daniele De Rossi z Romy.
Został jeszcze prawoskrzydłowy... Ze znalezieniem odpowiedniego zawodnika nie powinno być najmniejszych problemów. Drążyłem, drążyłem i wydobyłem aż czterech prawoskrzydłowych. Pierwszy z nich to Chinedu Obasi z niemieckiego Hoffenheimu. Na mojej liście znaleźli się także: Pablo Hernandez z Valencii, David Hoilett z Blackburn Rovers oraz Xherdan Shaqiri z Bazylei. Wszyscy ci gracze są szybcy, mają genialny drybling i potrafią dograć znakomite piłki. Poszukiwania zakończone. Teraz pozostało napisać odpowiednią wiadomość do dyrektora Michaela Emenalo, który miał reprezentować Chelsea podczas negocjacji transferowych. Wiadomości była krótka, ale konkretna. ENTER i poszło.
Na cyferblacie widniała 11:25, czas więc jechać do siedziby klubu. Na miejsce dojechałem w niecałe piętnaście minut. Korzystając z wolnych dwudziestu minut, poszedłem do klubowej kawiarni coś przekąsić. Przy jednym ze stolików siedział prezes zajadając się ciastkiem. Podszedłem do kasy, zamówiłem dwa kawałki jabłecznika i ruszyłem w stronę stolika, gdzie siedział szef.
- Witam szefie. Mogę się przysiąść?
- Cześć. Naturalnie, że możesz. Co tam u Ciebie? Jak idą przygotowania do nadchodzącego sezonu?
- U mnie nic nowego, a przygotowania idą bardzo dobrze. Za niecałe piętnaście minut mamy popołudniowy trening. Dzisiaj nasi chłopcy dostaną nieźle w kość.
- Tylko nie przesadzaj z intensywnością treningu. Nie chcemy, aby ktoś wypadł nam ze składu tuż przed początkiem sezonu. O co to ja miałem jeszcze zapytać… A właśnie. Rozglądałeś się już za wzmocnieniami drużyny?
- Tak. Poszperałem trochę i wysłałem maila do Michaela Emenalo. Jeszcze dzisiaj powinienem otrzymać wstępne odpowiedzi. Tylko boję się, że te 16 milionów, którymi mogę dysponować, może nie wystarczyć. Chętnie bym jeszcze z Tobą Roman pogadał, ale muszę iść na trening. Do zobaczenia.
Tak dobrze mi się rozmawiało z prezesem, że nieomal zapomniałbym o treningu. Nie mogę się spóźnić po raz kolejny, bo zawodnicy mogą uznać, że nie podchodzę profesjonalnie do swoich obowiązków. Czym prędzej pobiegłem do szatni, aby się przebrać i wyjść do chłopaków, którzy pewnie już na mnie czekają. Biegnąc w stronę środka boiska zastanawiałem się co tym razem powiedzieć i jak się usprawiedliwić.
- Przepraszam za spóźnienie, ale prezes mnie zagadał. Dobra panowie, od dnia dzisiejszego do końca następnego tygodnia będziemy trenować kondycję. Na początek sześć kółek na około boiska. Do roboty, a nie się patrzycie na mnie jakbyście ducha zobaczyli.
Pierwszy na środku boiska zameldował się Ryan Bertrand. Inni zawodnicy mieli jeszcze do przebiegnięcia jedno kółko.
- Torres! Rusz dupę. Co Ty na spacerniaku jesteś?! To, że w ubiegłym sezonie dołączyłeś do drużyny i masz świetną renomę na świecie, to nie znaczy, że możesz sobie lekceważyć trening. Przy ustalaniu składu nie patrzę na nazwisko, tylko na zaangażowanie i ambicję. U ciebie jej na razie nie widzę. Mam nadzieje, że to było ostatni raz. Wielka gwiazda się znalazła.
Po dwugodzinnym morderczym treningu przyszedł czas na odpoczynek. Wszyscy piłkarze udali się do masażystów na chwilę relaksu, po czym pojechali do swoich domów. W czasie, gdy przebierałem się w szatni podszedł do mnie asystent i zagadał:
- Damian słuchaj. Załatwiłem sprawę sparingów tak jak prosiłeś.
- No to fajnie. Gadaj z kim mamy grać w etapie przygotowawczym.
- To tak, na sam początek gramy z meksykańską Americą. Potem Vitesse, Columbus, Sporting Kansas City, Portland, HSV i na sam koniec Queen of Sth. Wszystkie te spotkania w ciągu jednego miesiąca. Może być?
- Super. Myślę, że to będą dobre sprawdziany dla naszych zawodników. Na poniedziałkowym treningu ogłoszę im tą wiadomość. Jeszcze coś? Bo chciałem się ubrać do końca i jechać do domu odpocząć.
- Z mojej strony to wszystko. Tylko szef kazał przekazać, że po treningu masz się zgłosić do niego do biura.
- Aha. Jak mus, to mus.
Ubieranie do końca zajęło mi pięć minut. Idąc w stronę biura prezesa zastanawiałem się czego on może ode mnie znowu chcieć, chyba raczej nic nie przeskrobałem. A może chce, abym jutro przyszedł do pracy na nadgodziny? Oby nie... Bijąc się z myślami zapukałem do drzwi.
- Wejdź Damian.
- Skąd szef wiedział, że to ja?
- Nikt poza Tobą nie puka trzema różnymi palcami. Usiądź proszę. Może chcesz trochę koniaku?
- Nie dziękuję. Od dziesięciu lat jestem abstynentem, po za tym prowadzę samochód.
- O, nie wiedziałem. A to pechowo się składa, robię jutro małą imprezę u siebie w domu i chciałbym, żebyś też przyszedł. Mają być wszyscy ze sztabu szkoleniowego. Wiesz, taka integracja na początek sezonu.
- Bardzo dziękuję za zaproszenie i chętnie przyjdę. To, że jestem abstynentem nie przeszkadza mi w dobrej zabawie. To o której mam się zjawić, a... i pod jakim adresem?
- Impreza zaczyna się o 19:00, przyjedź na Chester Square SW1.
- Będę na pewno. To wszystko?
- Tak to tyle. Cześć i do jutra.
Po wyjściu z biura w głowie przeszła mnie pewna myśl - czyżbym stał się pupilkiem prezesa? Bądź co bądź nie ma co narzekać. Zawsze starałem się utrzymywać dobre stosunki koleżeńskie w pracy. Wprawdzie w poprzednim klubie jaki prowadziłem, były one kupione przez większość zarządu, ale tutejsza piłka i atmosfera klubowa są zupełnie inne. Roman wydaje się sympatyczny, podobnie Roberto.
Dzisiejszy dzień mnie wykończył. Mam ochotę na ciepły prysznic, popcorn i zmieniarkę do telewizora. W domu byłem po czterdziestu minutach z uwagi na duże korki w mieście. Umyłem się, położyłem i zajadałem się popcornem oglądając przy tym wiadomości sportowe. Ciekawe co tam w sporcie słychać? Niestety nie dowiedziałem się niczego, bo usnąłem jak dziecko. Minęło kilkanaście godzin. Przewracając się na prawy bok spojrzałem na budzik stojący na szafce. O kurde! Już jest 14:30, nigdy tak długo nie spałem. Za niecałe pięć godzin jest impreza u szefa, a ja nie mam w co się ubrać. Przecież nie pójdę w stroju treningowym?! Ubrałem się i pojechałem na małe zakupy.
Tylko tyle??? I to niby ma byc dlugi tekst???
I ja na to czekalam tak dlugo... Szkoda...
Już wiesz kogo konkretnie kupisz czy jeszcze nie? Ja bym postawił na van Der Wiel'a i Sissoko bo jest młody i obiecujący. Na prawe skrzydło? Nie wiem...
Mistrz,uwielbiam czytać twoją karierę:D
Gdybyś napisał taką książkę byłbym jej pierwszym kupcem!
Super, z niecierpliwością czekam na następną część.
Ale czuję, że pójdziesz do prezesa na imprezkę i dostaniesz dodatkowe fundusze :D
Bardzo fajny tekscik.
Poszperałem trochę i wysłałem maila do Michael Emenalo
Pierwszy na środku boiska zameldował się Rayan Bertrand
Nikt po za Tobą nie puka trzema różnymi palcami (...) po za tym prowadzę samochód.
to kolejna część za miesiąc ?
Cholera, w takim tempie to jeden sezon skończyta, gdy wszyscy będą grać w FMa o kilka wydań nowszego =) Miesiąc czekania żeby dowiedzieć się, że Torres nie do końca wierzy w umiejętności menedżera, i poznać parę nazwisk z shortlisty... Styl pisania fajny, tylko że treści jakby mało.
Nie wkradł się:). Tam jeszcze jeździłem z szoferem. Potem dostałem własny samochód i już sam go prowadziłem.
weekend się kończy i jakoś nic sie nie pojawiło
Chłopaki mam jedno pytanie, czy znacie jakieś książki o tego typu tematyce. Nie ukrywam, że ta kariera narobiły mi ''smaka''.