Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Go West Young Man

Kiryon debiutuje z opowieścią wprost z Portugalii! Kto i czemu ma iść niby na zachód?

Go West Young Man – napisał kiedyś w swojej gazecie Horacy Greeley, zachęcając pragnących sukcesu życiowego młodych amerykanów do zasiedlenia zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Choć miało to miejsce dosyć dawno, bo w dziewiętnastym wieku, to słowa założyciela Liberalnej Partii Republikańskiej podziałały też na mój umysł – i choć nie wyjechałem na bezkresne prerie Dzikiego Zachodu, by tam hodować bydło i użerać się z niepokornymi Indianami, również próbowałem osiągnąć sukces gdzieś z dala od rodzinnego domu, na obcej ziemi zachodniej Europy.

Gdyby moje plany na przyszłość nie obejmowały działalności w kręgach piłkarskich, może pozostałbym w kraju. Ale to tylko gdybanie – bo już od wczesnych lat wiedziałem, że to z futbolem zwiążę życie. Najpierw, jak każdy brzdąc biegałem za piłką, a to z kolegami, a to z niezastąpionym dziadkiem, który wprowadził mnie w świat tego wspaniałego sportu. To były wspaniałe czasy, powrót z podstawówki, obiad, po nim przed telewizor na kolejny odcinek Power Rangers, a potem podwórko, by grać do późna po prowizorycznym boisku. Mój zapał do zawodowego uprawiania piłki nożnej podupadł, gdy dziadek umarł, a sam przestałem być naiwnym szkrabem i zauważyłem, że nawet gdybym bardzo chciał, to nie zrobię kariery wyjętej żywcem z filmu „Gol”, nie zostanę gwiazdą sportu z podkarpackiego zaścianka. Ale futbol siedział we mnie, dawał o sobie znać przy każdej okazji, nie pozwalał zapomnieć. Pomyślałem – okej, piłkarzem nie zostanę. Będę kimś ważniejszym – i taki był początek mojej trenerskiej kariery.

Rozpoczynając podróż do trenerskiej sławy zastosowałem się do owej tytułowej dewizy – a więc: Go West! Jakoś nie przemawiała do mnie opcja szlifowania umiejętności według reguł „polskiej myśli trenerskiej”. Całą potrzebną wiedzę zdobyłem na Wyspach Brytyjskich, jednak po zakończeniu nauk nie zagrzałem tam długo miejsca. Tak samo jak później we Włoszech, Belgii, Norwegii, Francji. Wszystko to były tylko epizody, niewiele wnoszące do całokształtu mojej menedżerskiej działalności. Niedawno zaś pojawiła się szansa. Szansa na zakończenie tego meczącego rejsu. Na horyzoncie wreszcie zabłysnął skrawek suchego lądu, niewidzianego tak długo, oczekiwanego z utęsknieniem. „Podróż na zachód” skończyłem w najbardziej zachodnim miejscu, jakie można sobie wyobrazić na naszym kontynencie. Wylądowałem bowiem w Portugalii.

Jeśliby zapytać kibica piłkarskiego, co mu się kojarzy z tym położonym na półwyspie Iberyjskim krajem, jego odpowiedź byłaby zapewne dosyć obszerna. Zapewne wymieniłby nazwiska świetnych zawodników, jak choćby Eusebio, Rui Costa czy Luis Figo, na pewno nie ominąłby ważnych osobistości świata trenerskiego, jak na przykład Luiz Felipe Scolari, Carlos Queiroz lub Jose Mourinho, nie umknęłyby mu też nazwy klubów takich jak FC Porto czy dwaj Lizbońscy potentaci: Sporting i Benfica. Dałbym sobie jednak głowę uciąć, że jeśli byłby to kibic innej narodowości niż portugalska, nie przyszłaby mu na myśl drużyna piłkarska SC Esmoriz. Ale już moja w tym głowa, żeby tą sytuację zmienić.

Właśnie w tym kilkunastotysięcznym miasteczku, leżącym w dystrykcie Aveiro, oddalonym o szesnaście mil od drugiej co do wielkości portugalskiej metropolii, Porto, zaczęła się moja kariera menedżerska. W zespole panowała sytuacja typowa dla trzecioligowca – a więc pustki w klubowej kasie, bałagan z kontraktami, brak odpowiedniego sztabu szkoleniowego. Na szczęście od 11 czerwca, czyli dnia, w którym oficjalnie objąłem stanowisko menedżera do rozpoczęcia sezonu w II Divisiao Zona Centro było jeszcze ponad trzy miesiące, więc czasu na wyjaśnienie tych wszystkich spraw było dosyć sporo.

O dziwo, w kadrze zespołu było aż szesnastu graczy zatrudnionych na kontraktach zawodowych. Jednak „profesjonalizm” wielu z nich pozostawiał wiele do życzenia. Np. taki Tiago Moreira, grający na pozycji prawoskrzydłowego, kosił miesięcznie po dwa tysiące euro, mimo że rzadko kiedy prosto kopnął piłkę, a przewrócić na ziemię potrafili go piętnastoletni zawodnicy młodzieżówki. Wspomnę też innego „zawodowca”, bocznego obrońcę Rucę, nazywanego przez kolegów z drużyny „krasnalem” ze względu na niewielki wzrost. Bardziej skłaniałbym się ku ksywce „idiota” lub „półmózg”, Ruca miał bowiem poważne problemy z rozumieniem taktyki, nie mówiąc już o jakichkolwiek próbach myślenia na boisku. On, wspomniany Tiago, a także kilku innych podobnych kopaczy wylądowało w rezerwach.

Po oddzieleniu „ziaren od plew” wyłonił się w mojej głowie jako taki obraz pierwszej drużyny. Zaczynając od samych tyłów, w bramce stać miał wychowanek FC Porto, ostatnio broniący bramki drugoligowego Gil Vicente, 24-letni Rui Sacramento, będący jedną z jaśniejszych postaci w całej kadrze. Modliłem się jednak, by zdrowie dopisywało mu przez cały sezon, bo jego zmiennik, Marco, delikatnie mówiąc do pięt mu nie dorastał. Jeśli jednak do takiej sytuacji doszłoby, wtedy cała nadzieja w obrońcach, którzy na pierwszy rzut oka prezentują się solidnie, zwłaszcza jeśli chodzi o tercet stoperów Adelino-Andre Oliveira-Paulo Jorge. Jednak ci trzej panowie mają już w sumie niemal sto lat, i powoli należy zacząć szukać im następców. Natomiast na bokach obrony dwaj podstawowi zawodnicy, Goncalo i Rui Lopes, mają już swoich sukcesorów. Niestety, nie sądzę, by Pedro Costa i Rui Cardoso kiedykolwiek grali na i tak przecież niezbyt wygórowanym poziomie, jaki prezentują ich dwaj starsi koledzy.

Strony:

1 2

O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2010
Dodano: 06.04.2011

Liczba wyświetleń: 2316

Średnia ocen: 5.10

Pozostałe części cyklu:
Go West Young Man #2
Go West Young Man #3

O autorze
Nick: Kiryon
Napisanych artykułów: 3

Inne artykuły tego autora:
Go West Young Man #3
Go West Young Man #2


Komentarze
Gustaw100
Prubujesz dorównać Piotrowi Sebastianowi? ;) Co ile będą się pojawiały nowe wydania? Ja daję 5
6 kwietnia 2011 15:30
Piotr Sebastian
Ciekawe kto pierwszy się przebije do drugiej ligi?? Trzymam kciuki... za siebie :P
6 kwietnia 2011 22:03
Duri_12
Ja również daję 5!
Dobry artykuł, czekamy na kolejne :)
i mam nadzieje, że będą się często pojawiały kolejne części ;)
Z fartem ;)
7 kwietnia 2011 9:48
bzychol
"5" piąteczka na dobry początek, Portugalia to jest to :]
7 kwietnia 2011 20:38
piokon26
Pograjcie FC Nantes!!!
9 kwietnia 2011 10:20
distefano99
No Piotrze, masz konkurencję:) Bardzo fajny tekst i czekam na więcej od was obydwu oczywiście. Jestem ciekawy jak tam Real Jean i moja liga hiszpańska!
9 kwietnia 2011 13:09


 


Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu