26.08.2009
Losowanie drugiej rundy Copa de Su Majestad El Rey Don Juan Carlos I, czyli Pucharu Króla, skojarzyło nas z bardzo silnym niestety rywalem. Alicante w zeszłym roku spadło z Liga Adelante, a w poprzednich czterech sezonach co roku biło się o awans zajmując miejsca na podium w swojej grupie. Już samo porównanie obu reżyserów gry w naszych drużynach jest przygnębiające. Nad Alicante górujemy tylko atrybutami fizycznymi.
Drugiego września zagramy z nimi na własnym stadionie. Szkoda. Liczyłem na dobrnięcie przynajmniej do trzeciej rundy, w której grają już wszystkie drużyny z Primera Division. Czyżby los się ode mnie odwracał?
29.08.2009
To jakiś koszmar. Za dwa dni zamyka się okienko transferowe w Hiszpanii, jutro inauguracja sezonu, a my wciąż bezskutecznie szukamy zmienników dla naszych skrzydłowych. Ani Javier, ani nasi skauci nie dają mi jednak żadnych nadziei. Zadzwoniłem w rozpaczy do Marcela. Obiecał błyskawicznie zadziałać. Prawdziwych przyjaciół...
30.08.2009
Murcia Imperial typowana przez specjalistów na środek tabeli okazała się miłym rozczarowaniem. Żadnego zaskoczenia. A nam fortuna puściła oko. Trzy błędy w defensywie rywala zamieniliśmy jeszcze przed przerwą na dwie bramki. Poza tym działo się tyle samo co na sparingach, czyli nic. Zadowolony jestem tylko z linii obronnej, która przebudowana całkowicie przed sezonem wykazuje oczywiście jeszcze spore braki w zgraniu, ale ogólnie zagrała poprawnie. Rywal głównie strzelał z daleka.
Księgowy poinformował mnie, że sprzedaliśmy ogólną liczbę 124 karnetów na ten sezon. Inaugurację z Murcią oglądało 415 kibiców. W Jaén mieszka sto dwadzieścia tysięcy mieszkańców. Gdzie ja trafiłem?
31.08.2009
Od bladego świtu do ostatnich minut przed północą wydzwaniałem jak wariat w poszukiwaniu skrzydłowych. Jakichkolwiek. Niestety. Zwycięstwo w debiucie to jedyna dobra wiadomość kończącego się miesiąca. Ani Marcel, ani Javier, ani nasza dzwoniąca sakiewka nic nie pomogły. Przede mną cztery miesiące, podczas których będę zmuszony rozegrać niemal dwadzieścia meczów mając dwóch skrzydłowych w składzie. Odbyłem długą rozmowę z moimi fizjoterapeutami.
2.09.2009
Więcej szczęścia niż rozumu. Wygraliśmy z Alicante po karnych, ale mecz obnażył wszystkie nasze słabości. Dobrze, że rywal trochę nas zlekceważył. Mój niepokój rośnie, bo już w drugim meczu pod rząd o naszej sile ofensywnej decydują Garcia z Moyano – osamotnieni skrzydłowi. Na trybunach mogących pomieścić ponad 12 tys. widzów zasiadło 319 kibiców. Przygnębiający widok.
6.09.2009
Koniec sielanki. Z wyjazdu do Marbelli wracamy na tarczy. Paradoksalnie zagraliśmy o niebo lepiej niż z Murcią czy Alicante. Na tym koniec paradoksów. Zasłużona porażka i cisza w autokarze. Co gorsza pokazali to w telewizji. Moi dawni pracodawcy musieli mieć używanie.
9.09.2009
Pisząc te słowa siedzę w Telaraña i patrzę w nieruchome oczy grubego barmana sącząc szóstą, czy siódmą już wódkę. Na szczęście barman o wdzięcznym imieniu Estéban nie jest skory do pogawędek, a mój hiszpański pozwala mi jedynie co pewien czas rzucić w jego kierunku coraz mniej wyraźną prośbę: otra, którą ten spełnia leniwym ruchem i powraca do swojej zastygłej pozy. Muszę być wyjątkowym okazem skoro siedzimy tu już razem ze trzy godziny powtarzając ten rytuał nalewania, picia i gapienia się. Na nic więcej nie mam już jednak dziś ochoty.
10.09.2009
Tak namieszałem w ustawieniach taktycznych podczas dzisiejszego treningu, że w końcu Antonio Calderon, kapitan mojej rozbitej drużyny, przesunięty na piątą kolejną pozycję usiłował mi coś gorączkowo argumentować. Zrobił to jednak tak szybko, że zanim Javier przetłumaczył mi to na angielski, Calderon stał się na powrót środkowym pomocnikiem. Dzisiejsze eksperymenty z nowym ustawieniem poszły do kosza. Żaden zawodnik w drużynie już chyba nie rozumie o co mi chodzi, a co gorsza i ja sam przestaję.
13.09.2009
Zbawcą mojej drużyny okazał się dziś Javier Moratilla Dionisio, który w 43. minucie meczu pokazał czerwoną kartkę stoperowi rywali. Niestety nie wiem za co. Podobnie jak sam poszkodowany, cała ławka rezerwowych i pewnie większość kibiców. Dzięki jednak temu nieprzetłumaczalnemu na język piłki wydarzeniu, w ogromnych męczarniach i bólu, dobiliśmy w końcówce meczu zamęczonego przeciwnika.
Wracamy do standardowego harmonogramu rozgrywek, czyli mecz co niedzielę. Mam nadzieję, że sześć dni przerwy między kolejnymi spotkaniami pozwolą nam się lepiej zgrać i okrzepnąć, bo po czterech kolejkach zamiast walczyć o czołowe lokaty okopaliśmy się na 14 miejscu w tabeli. To jest dwie lokaty nad strefą spadkową.