Moje narzekanie (odsyłamy do lektury tekstu "Postanowienia i obietnice" - dop. Perez) na Football Managera staje się już pewnie nieco nudne. Wiem, przepraszam. Jednak po raz kolejny dzieją się rzeczy niesłychane, a przecież wydawało się, że wszystko już mam pod kontrolą. Złe sny związane z FM-owym kryzysem niby odeszły w niepamięć. Championship Manager 01/02 niby na stałe zagościł już na moim dysku twardym, a Football Manager 2011 niby wcale mnie nie interesował. No właśnie, wszystko to tylko "na niby".
Ostatnie dni nie napawają mnie optymizmem. Świeżo zainstalowany Windows Vista zmienił niekompatybilne z najnowszymi wersjami Football Managera Ubuntu, a dziś nawet, oczywiście całkiem przypadkowo, zerknąłem, czy aby wersja demonstracyjna FM-a 2011 nie ujrzała światła dziennego. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że zbliża się chwila, w której znów dwukrotnie kliknę ikonkę instalatora i ponownie ujrzę logo SI Games. Ale po co? Dlaczego facet, który przez ostatnie lata potrafił tylko zrzędzić, znów robi to samo? Powodów może być kilka.
Po pierwsze, zerwać z Football Managerem nie pozwala mi ten zły, przeklęty świat, w którym się obracam. Z ludźmi związanymi z grami menedżerskimi spotykam się bardzo często i ciągłe przebywanie w takich kręgach sprawia, że człowiek nawet czysto podświadomie wraca przed monitor, aby po raz kolejny spróbować swoich menedżerskich sił. Po drugie, cały czas jestem aktywnym członkiem redakcji Centrum Football Managera i myślę, że również czynne uczestnictwo w życiu polskiej sceny sprawia, że moja miłość do serii gier ze stajni Sports Interactive nadal do końca nie zardzewiała. Po trzecie, czasami wydaje mi się, że mógłbym być jednym z bohaterów Biblii. Dopóki Football Managera 2011 nie ujrzę na własne oczy, nie przekonam się o jego wartości. Z jednej strony, to dobrze, że swoją opinię wyrabiam poprzez własne doświadczenia. Z drugiej jednak, trochę niedobrze, że te doświadczenia najpierw kosztują, a następnie przez cały rok wylegują się na szafce.
Oczywiście, żadnej FM-owej gorączce nie zamierzam ulec. Do tematu podchodzę racjonalnie, gdyż naprawdę wątpię w to, aby Miles Jacobson i spółka byliby w stanie sprawić, abym nagle na nowo, bez pamięci rozkochał się w ich dziele. Po prostu, zamiast na każdym kroku wyrzekać się jakichkolwiek powiązań z Football Managerem 2011, postaram się zachować odpowiedni dystans i bez wygórowanych oczekiwań chętnie zobaczę, co ma zamiar zaoferować nam w tym roku SI. Myślę, że to najlepsze rozwiązanie z możliwych.
Tak więc, kolejna kampania, może nieco z rozsądku, może nieco na siłę, wymierzona przeciwko Football Managerowi zapewne zakończy się zwycięstwem mojego przeciwnika. Mam jednak nadzieję, że skoro nadal, jakaś moc nie z tego świata ciągnie mnie do wirtualnej menedżerki, to naprawdę "coś w tym jest" i być może po prostu potrzebowałem dłuższej rozłąki, aby teraz znów poczuć powiew świeżości? Myślę, że odpowiedź na to pytanie poznamy niebawem. Demo Football Managera 2011 przecież już tak blisko…