Doskonałym przykładem jest np. półfinał zeszłorocznej edycji Ligi Mistrzów, gdzie Guardiola co prawda potrafił wykorzystać mocne strony swojego przeładowanego gwiazdami zespołu, jednak nie potrafił wykorzystać słabych punktów Interu. Mourinho zaś, nie dość, że zmaksymalizował pożytek płynący z każdego zawodnika na boisku (np. pracujący w obronie Samuel Eto’o), to jeszcze dobitnie obnażył słabość Barcelony. Moim zdaniem, właśnie tym charakteryzuje się dobra taktyka. Nie problem bowiem powierzyć wirtuozom dużą swobodę taktyczną i czekać, aż pociągną za sobą zespół. Drużyna winna funkcjonować w wybranym ustawieniu jak w konkretnych ramach, gdzie miejsca na przypadek powinno być niewiele lub wręcz wcale.
W poprzednim odcinku pisałem na temat sytuacji, w której obejmowałem drużynę Hajduka Split. Grali najpowszechniejszym w Chorwacji systemem 4-4-2. Zacząłem się zastanawiać, czy pozostać przy tym ustawieniu czy zmienić coś w nim, by z marszu zacząć zdobywać ligowe punkty. Przede wszystkim jednak, musiałem zastanowić się, jak mój zespół ma grać. Ustawienie zawodników na boisku jest bowiem wtórną sprawą – są defensywne zespoły z ustawieniem 4-3-3; są i ultraofensywne, grając jednocześnie bez typowych napastników, np. w 4-6-0.
Podsumowując – taktyka miała zostać dobrana, niczym dwójka dzieci huśtających się na huśtawce. Jeśli jedno z nich byłoby za ciężkie, huśtawka nie byłaby odpowiednio wyważona. To samo chciałem wprowadzić w drużynie – równowagę pomiędzy maksymalizacją własnych mocnych stron i umiejętnością wykorzystania słabych stron przeciwnika.
DECYZJA
Zdecydowałem się na sposób gry, który wydawał mi się najbezpieczniejszy. Umiejętnościami indywidualnymi zawodnicy ze Splitu przewyższali większość rywali ligowych, może poza piłkarzami Dinama Zagrzeb i Rijeki. Należało więc odpowiednio umiejętnościami tymi pokierować. Nie mogłem nastawiać się jednak na rewolucję, gdyż zanim zawodnicy zrozumieliby kompletnie przebudowany sposób gry, mogliśmy potracić cenne punkty. Zastanowiłem się więc nad ideą dotychczasowego 4-4-2. Czterech obrońców w linii to standard. Zamierzałem się jego trzymać – tylko tego mi brakowało, by przebudowywać linię obrony z 4 do 3 lub 5 graczy. Środkowi pomocnicy w tym systemie zasadniczo pełnią rolę zgodną z nazwą – pomagają, zarówno w obronie jak i w ataku. Ciężar rozgrywania akcji spoczywa na bocznych, często ofensywniej usposobionych pomocnikach i parze uzupełniających się napastników. Najogólniej rzecz ujmując – 4 piłkarzy broni, 2 wspiera, 4 atakuje. Wiedziałem, że tak grać będą ligowi przeciwnicy. Należało więc, zgodnie z moją definicją taktyki zawężoną do dwóch wyżej omówionych kryteriów, wykorzystać do maksimum mocne punkty i obnażyć słabość prezentowanego przez rywali 4-4-2.
Zdecydowałem, że obrońców pozostanie czterech, para stoperów miała pełnić zadania wyłącznie defensywne. Choćbym chciał, nie dysponowałem na bokach obrony zawodnikami pokroju Maicona czy Ashleya Cole’a, tym samym nie dało rady przypisać im roli atakujących, bardzo ofensywnych graczy. Zdecydowałem się, że będą wspierać linię ataku. Ponadto, skoro większość przeciwników grać miała 4-4-2 i stosunkowo często atakować skrzydłami, takie rozwiązanie wydawało mi się bezpieczne.
ADAPTACJA
Pomysł na linię pomocy i ataku… ukradłem. Spodobała mi się bowiem niezwykle skuteczna, zarówno w kraju jak i na arenie międzynarodowej taktyka prezentowana przez Inter Mediolan. Zauważyłem również, iż strategia obrana przez Mourinho może ciekawie wkomponować się w realia chorwackich boisk. Należało ją tylko odpowiednio dostosować. Linię pomocy tworzyć miało więc 3 zawodników – dwóch defensywnych pomocników (odpowiedników Cambiasso i Stankovica) i jeden grający trochę przed nimi ("mój" Sneijder). Atak miał być wielofunkcyjny: zdecydowałem, że jeden zawodnik na stałe czekać będzie z przodu, zaś pozostałych dwóch w razie potrzeby wspomagać będzie linię pomocy. W praktyce wyglądać to miało tak:
Tak ustawiony zespół miał grać twardo i nie tracić bramek – zadbać o to miała para defensywnych pomocników. Duży procent posiadania piłki nie był koniecznością – przeciwko słabym zespołom z Chorwacji miałą dać znać o sobie różnica jakości, przeciwko mocniejszym drużynom krajowym przewaga w taktyce, na europejskich boiskach przeciwko wielkim zespołom na grę piłką i tak nie było się co nastawiać. Od podopiecznych oczekiwałem zgrania, nawet kosztem indywidualnych fajerwerków. Środkowego napastnika zamierzałem rozliczać z jakości gry, a nie tylko strzelonych goli – co mi po tytule króla strzelców dla jednego z moich piłkarzy, skoro zespół mógłby na tym tracić?