Część II - Jestem FRISTAJLEM, bejbe!
W międzyczasie nadeszła pora kolacji.
– Nareszcie! – wykrzyknął rozradowany Strange, otwierając drzwi do stołówki. – Kolacja to najważniejszy posiłek dnia! Tak samo jak śniadanie, obiad, podwieczorek, lunch i drugie śniadanie! No… to co dzisiaj mamy?
– Rogaliki z dżemem i mlekiem – odpowiedział niezbyt chętnie nadredaktor. – Prosto z Karierowej Wólki.
– Jak już jesteśmy przy Karierowej Wólce – włączył się do rozmowy Ziutek z szerokim uśmiechem na ustach, biorąc do ręki jedną z leżących na talerzu kanapek – słyszałem od Perly, że zapisałeś się do tamtejszej drużyny, Verlee.
– No, czasami coś tam pogram… w przerwie od FM-a. Doktor zresztą też. Tylko… no, wiesz… tam wioska jest.
– I co z tego?
– To z tego, że tam… hmm… kupnie jest. A właściwie kupa na kupie kupą pogania. Kupa krowia, kupa kury, kupa psa, kupa kota, kupa gołębia, kupa gęsi, kupa konia, kupa żaby nawet, a na dokładkę jeszcze trener Wenger siedzący w wychodku z zatruciem pokarmowym.
– Nie jestem pewien, czy aby na pewno żaby robią kupy – powiedział zakłopotany Jose, smarując rogalika dżemem truskawkowym.
– Oczywiście, że robią – wtrącił rzeczowym tonem Strange. W końcu kiedyś, dawno temu, trzymał w rękach podręcznik do biologii, mógł więc wypowiadać się w tej kwestii jako redakcyjny specjalista. – Co by było, jakby nie robiły? Do woreczka i za siebie? To niehigieniczne.
– Cóż – rzekł nadrecz Dapsz – widocznie czasami trzeba wdepnąć w gówno, żeby dało się po Bożemu zagrać w piłkę. Ale teraz, panowie, jedzmy już. Defique mówił, że drzwi do forum za jakiś czas będą znowu działać, musimy być gotowi.
***
Uaktualnienie 9.3.0…
Anglia, Czechy, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Polska, Portugalia, Hiszpania, Szwecja…
Ładowanie… trwające wieczność i jeszcze trochę… jeszcze trochę… i trochę…
Nareszcie. Znowu.
Do kolejnej rozgrywki w Football Managerze 2009 przystępowałem odrobinę zniechęcony. Poprzednia, w której poprowadziłem Śląsk Wrocław do mistrzostwa Polski, zakończyła się niezbyt szczęśliwie – po sezonie, w którym o pięć punktów wyprzedziliśmy drugą w tabeli Legię, na transfery dostałem jedynie sto tysięcy funtów. Sto tysięcy! Dla mnie – dla menedżera, którego ambicją było przerwanie koszmarnej passy polskich klubów w Lidze Mistrzów – był to cios poniżej pasa.
Wkurzyłem się, wywaliłem sejwa i – po tym, jak w chwili twórczego natchnienia wywaliłem komputer za okno – kupiłem sobie laptopa. Znaczy się… kupiłbym sobie laptopa, gdyby nie fakt, że budżet na ten kwartał został już dawno ustalony. W Centrum każdy wiedział, że budżet jest święty, więc nie pozostało mi nic innego, jak wnieść mojego starego peceta z powrotem do siebie. Czasem jeszcze monitor potrafił się rozlecieć w najmniej oczekiwanym momencie (to znaczy w tym, w którym przeciwnicy strzelali mi gola, a ja akurat tłukłem głową w ekran), ale poza tym było dobrze. Już miałem kliknąć w przycisk „Zatwierdź”, kiedy spostrzegłem, że coś jest nie tak.
***
– Więc przyszedłeś do mnie – rzekł powoli Perla, bawiąc się długopisem, który trzymał w rękach.
Pokój Perly był często nazywany „pokojem śledczym” – to w nim najbardziej ciekawski newsman Centrum pracował mozolnie nad rozwiązywaniem zagadek gnębiących ludzkość od wieków – i omijany przez resztę członków redakcji szerokim łukiem. Nikt nie chciał zaliczyć wpadki, której mógłby potem żałować.
– Przyszedłeś do mnie – powtórzył Perla, przeszywając mnie wzrokiem. – Po co?
Jeżeli Perla, który uważał, że jedynie rzeczy dotąd nieodkryte są naprawdę ciekawe, nie przebywał akurat w swoim pokoju śledczym, zapewne węszył po okolicy – nieodłącznie z fajką w ustach, czapką na głowie, lupą w dłoni i notesem w kieszeni.
– Nie wiesz? – spytałem niewinnie.
– Wiem – powiedział znużonym tonem. – Ale takie zgrywanie ważniaka sprawia mi cholerną przyjemność. Jeszcze raz: w jakiej sprawie do mnie przyszedłeś?
– Nie wiem, jaki klub wybrać.
– Gratuluję! – Perla uśmiechnął się pod nosem. – Kilka dni temu zacząłeś kopać piłkę w Karierowej Wólce, a już chcą cię sprowadzić zespoły z najwyższej półki?... Kto? Barcelona, Arsenal, Manchester, Lyon, może Baye… znaczy „Klub, Którego Nie Ma”?
– W FM-ie – uściśliłem szybko. Newsiarz milczał przez chwilę. Potem poprawił czapkę, tak, by sterczała możliwie jak najbardziej zawadiacko.
– Jakie ligi?
– Anglia, Czechy, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Polska, Portugalia, Hiszpania, Szwecja… – wyliczyłem na palcach. – Mało?
– Okej, okej, nie tak szybko! – sapnął Perla. – Myślę, że da się coś wykombinować.
Obrócił się na krześle i zaczął szperać w szafkach swojego biurka. Na biurko Perly chciałyby pewnie rzucić okiem rządy kilku największych państw świata, a zaraz za nimi dziennikarze najpotężniejszych agencji prasowych – w końcu to właśnie tutaj sporządzona została depesza, która w rekordowo krótkim czasie rozeszła się po serwisach informacyjnych na całym świecie i w wyniku której Tusk do dzisiaj musi się tłumaczyć, czy jego dziadek służył w Wermachcie.
– Mam! – wykrzyknął wreszcie Perla, podając mi gruby plik dokumentów wyciągnięty z szafki podpisanej: „Dowody na istnienie UFO, dowody na nieistnienie UFO, rozbierane fotki Dapsza”. – Czuj się jak u siebie.
Oczywiście Perla nic nie miał do samego Tuska, zwisało mu również całe PiS. Liczył się tylko swobodny dostęp do informacji, który chciał wywalczyć za wszelką cenę i niekoniecznie w legalny sposób.
– To nasz Przewodnik Ligowy? – zapytałem, zerknąwszy na pierwszą stronę. – Eee… czemu są tu kraje, których jeszcze nie opisaliśmy? I nie wiedziałem, że Niente wziął się poważnie za pisanie swoich części, a one tutaj są. Ukończone.
Perla zmieszał się odrobinę, ale po chwili odzyskał rezon:
– To bierzesz, czy nie?
– Nie. Ja potrzebuję czegoś na teraz, zaraz, a przeczytanie całego Przewodnika zajęłoby mi wieki.
– Ech… – Perla westchnął. – Dobra. Ostatnią karierę przerwałeś po zdobyciu mistrzostwa z powodu braku konkretnej gotówki na transfery?
– Skąd…?
– Nie ważne. Ale poza tym dobrze ci się grało w polskiej lidze, tak? – A kiedy pokiwałem twierdząco głową, dodał: – W takim razie wybór jest tylko jeden.
Przerwał na chwilę, by dodać chwili szczypty dramatyzmu. Uwaga, uwaga! Werble!...
– Zagraj Lechem Poznań.
***
Tak więc wróciłem do pokoju i zagrałem Lechem Poznań. Nic już nie przeszkodziło mi w kliknięciu przycisku „Zatwierdź”. Na początek standard – wyświechtany tekst o „nikomu nieznanym polskim menedżerze” – a potem wybieranie celu na bieżący sezon. Kilka opcji, ale dla mnie liczy się tylko jedna – mistrzostwo, oczywiście – więc zaznaczam ją bez wahania. Skład Lecha chyba wszyscy znają i wiedzą, na co go stać.
Trzeci krok to już to, co tygryski lubią najbardziej - dobór taktyki. W czasie pracy w Śląsku opracowałem dające świetne rezultaty ustawienie – asymetryczne 4-5-1 – jednak wiedziałem, że w nowym klubie może nie zdać ono egzaminu. Po chwili intensywnego analizowania plusów i minusów drużyny wybrałem formację 4-1-2-1-2 (czyli diament 4-4-2), a następnie zabrałem się do ustawiania poleceń indywidualnych i drużynowych (szybkie tempo, szeroka gra skrzydłami, bezpośrednie podania, pressing na całe boisko, agresywny odbiór, cofnięta obrona, kontrataki i gra na odgrywającego, którym w zamyśle ma być Rengifo, ewentualnie Lewandowski).
Okej, taktyka ustawiona. Teraz transfery… W tej sprawie muszę się wybrać do kompetentnej osoby. No co? Przecież nie gram HC.
***
Hyde obrócił nonszalancko papierosa w palcach.
– Pozwól, że upewnię się, czy dobrze zrozumiałem – rzekł zimno. – TY prosisz MNIE, żebym znalazł ci piłkarzy chętnych do gry w Ekstraklasie? Polskiej Ekstraklasie?
– Dokładnie – odpowiedziałem hardo. Perla wystarczająco nadwyrężył już moją pewność siebie - tyle, że on robił sobie jaja. Hyde nie. – W tej Ekstraklasie, której sponsorem jest Żywiec.
– Wolę Perłę.
– Mam iść i mu powiedzieć?
– To takie piwo – wycedził przez zęby Hyde, by po chwili dodać: – Jaki klub Ekstraklasy?
– Więc pomożesz? – zdziwiłem się nieco.
– Zastanowię się. – Hyde uśmiechnął się krzywo.
– Gram Lechem Poznań.
– Phi, ale mi wyzwanie – vv0ytekk, asystent Hyde'a, prychnął lekceważąco. – Przecież Lech to w polskiej lidze samograj.
– W Pucharze UEFA też? – zapytałem, mrużąc oczy. – Jak myślisz?
Hyde milczał przez moment.
– W Pucharze UEFA też – powiedział, wyciągając z szafki kilka teczek akt potencjalnych talentów. – Ale tylko jeżeli zakupisz kilku moich miśków. Podkreślę ci tych, których polecam najbardziej.
Kiedy spojrzałem na niego pytająco, wzruszył ramionami.
– Za ich transfery dostaję prowizję od SI.
***
Całą noc spędziłem na sprzedawaniu i kupowaniu piłkarzy. Najpierw postanowiłem pozbyć się najsłabszych ogniw maszyny do rozjeżdżania rywali, którą miał stać się Lech. Z klubu wylecieli tacy zawodnicy jak: Dawid Florian (dwadzieścia tysięcy funtów – Banik Ostrawa), Michał Wawszczak (dwanaście tysięcy funtów – Hluczyn), Mateusz Machaj (trzydzieści pięć tysięcy Elżbietek – Vitkovice), czy Jacek Kadziński (dwadzieścia tysięcy – ponownie Hluczyn), nie mający absolutnie żadnych szans na przebicie się do pierwszego składu. Widocznie czeska liga dalej lubiła hurtowo "pożerać" polskich piłkarzy.
Następni do odstrzału byli staruszkowie, dla których znalazłem młodsze i – co ważniejsze – lepsze alternatywy w aktach Hyde’a. W taki sposób z Lechem pożegnali się Krzysztof Kotorowski, który za sto tysięcy funtów odszedł do Borussi Dortmund (zawsze podejrzewałem, że ci Niemcy mają pewne skłonności samobójcze), Ivan Djurdjevic, który za siedemset pięćdziesiąt tysięcy Elżbietek zasilił szeregi jakiejś śmiesznej portugalskiej drużyny o dziwnej nazwie, a także Dimitrije Injac, wytransferowany do serbskiego Boraka Czaczak za sto pięćdziesiąt tysięcy funtów.
Dzięki temu zastrzykowi gotówki i funduszom, które uprzednio przygotował zarząd klubu, mogłem wyruszyć na prawdziwe polowanie. I tak oto w Poznaniu pojawili się dwaj piłkarze pozyskani z wolnego transferu: ofensywny pomocnik rodem z Brazylii – Mauricio i wychowanek wrocławskiego Śląska, bramkarz Radosław Janukiewicz. Następnie zadecydowałem wytoczyć naprawdę ciężką artylerię i w sumie za ponad milion funtów zakupiłem cztery potencjalne filary Lecha w nadchodzącym sezonie: argentyńskiego napastnika Ismaela Sosę, bośniackiego pomocnika Ermina Zeca, polskiego środkowego obrońcę rodem z Chorzowa - Macieja Sadloka i lewego fullbacka z Ekwadoru – Diego Calderona.
Z takim składem byłem gotów do podboju całego wszechświata.