W dzisiejszych czasach prowadzenie klubu piłkarskiego to zadanie, na które nakłada się wiele czynników wymagających osobnych specjalizacji. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w strukturze zespołu. Na szczycie klubowej hierarchii stoi prezes wraz z radą nadzorczą, którzy decydują o polityce zespołu. Zaraz za nimi znajdują się dyrektorzy – w rzeczywistości odpowiadający za politykę transferową. Dopiero następny w kolejności jest menedżer, który – wzorem angielskich boisk – zyskuje nieco kompetencji transferowych. To on ustala także skład swych współpracowników: bezpośredniego asystenta, trenerów, fizjoterapeutów i obserwatorów. Każdy z nich odpowiada za część pracy, którą w normalnych warunkach powinien wykonywać menedżer, jednak ze względu na natłok obowiązków, wykształciły się wspomniane, specyficzne funkcje w klubie. Nas interesuje rola obserwatorów, czyli osób odpowiedzialnych za penetrowanie rynków transferowych i wyszukiwanie talentów. Piłkarskie potęgi nie szczędzą funduszy na rozbudowywanie systemu scoutingu, inwestując nie tylko w dużą liczbę szperaczy, ale także w akademie młodzieżowe zlokalizowane na całym świecie. Wyścig o niezwykle utalentowanego zawodnika zaczyna się właśnie od tych osób. To dzięki ich fachowości Manchester United, jeszcze przed eksplozją talentu Cristiano Ronaldo, ściągnął go na Old Trafford, AC. Milan mógł pozyskać Pato, a John Obi – Mikel zawędrował z Norwegii wprost do Chelsea. Wyścig o pozyskanie megatalentu przypomina zimną wojnę, nic dziwnego, że kluby uzbrajają się po zęby, aby wyjść z tej potyczki zwycięsko.
Gdzieś jednak musi znajdować się granica rozsądku, której nie powinniśmy przekraczać. W każdym klubie wyznacza ją zarząd, który stara się ograniczać zatrudnianie nadmiernej liczby osób wchodzących w skład sztabu szkoleniowego oraz samą skalę obserwacji. Ma to na celu ukrócić astronomiczne wydatki związane z poszukiwaniem nowych wzmocnień. Wraz z dokonywanym postępem, ograniczenia stawiane przez włodarzy będą się uszczuplać. O ile na pewnym etapie rozgrywki możemy uzyskać pełną swobodę dotyczącą zasięgu terytorialnego naszych poszukiwań, o tyle całkowita autonomia w kwestii zatrudniania obserwatorów jest nieosiągalna. Zarząd zawsze ustali nam jakiś limit co do ich liczby, kierując się aspektem finansowym oraz zdrowym rozsądkiem.
Zakres dozwolonych poszukiwań możemy znaleźć w siedzibie zarządu. Przybiera on różną skalę. W poprzedniej edycji Football Managera ujęty był jako zakres: krajowy, regionalny, kontynentalny, albo ogólnoświatowy. Obecnie możemy znaleźć listę krajów, do których zarząd pozwala nam wysłać obserwatorów. Określenie to ma kluczowe znaczenie, bowiem definiuje grupę państw dostępnych dla naszego scouta. Jeśli zatem mamy ograniczenie co do kontynentu europejskiego, to na liście krajów nie znajdziemy Brazylii czy Argentyny. Analogicznie prezentuje się wyłączenie z zakresu poszukiwań regionów znajdujących się poza wspomnianym kontynentem. Skoro już na wierzch wypłynęła kwestia skali obserwacji, to trzeba powiedzieć, że Football Manager oddał nam do dyspozycji poszukiwania wzmocnień w określonych krajach, rozgrywkach (krajowych i kontynentalnych) oraz regionach. Tego, jaki kraj należy do określonego obszaru geograficznego, dowiecie się wchodząc w dane państwo i przenosząc się do zakładki informacje.
Drugim wspomnianym ograniczeniem jest liczba współpracowników. Jeśli chodzi o trenerów i obserwatorów, to powinniśmy maksymalnie odsadzić pułap dostępnych miejsc. Informacje o tym, ilu scoutów możemy wciągnąć do naszego teamu, znajdziemy w dodatkowych uwagach, jakie pojawiają się podczas proponowania kontraktu konkretnemu członkowi sztabu szkoleniowego. Trzeba mieć na uwadze, iż wszelkie odstępstwa od tej zasady są w zasadzie niedopuszczalne i nabycie kolejnego eksperta powyżej normy wyznaczonej przez zarząd spotka się z cofnięciem oferty. Obejście tej zasady możliwe jest w przypadku trenerów, którym możemy zaproponować objęcie funkcji asystenta. Wówczas taka osoba nie jest wliczana w poczet trenerów. Jednak jest to obejście zasad, więc nie powinniśmy stosować tego tricku. W mniejszych klubach do dyspozycji będziemy mieli jednego scouta, ale znajdą się i takie, w których będziemy musieli zbudować nasze zaplecze od podstaw. W klubach z niższych klas rozgrywkowych limity ustalone są na poziomie od 1 do 2 obserwatorów. Wraz z postępem granice te będą nieco rozszerzane i tak na przykład drugoligowe zespoły z Francji mogą w swych szeregach skupić około czterech obserwatorów. Krajowi potentaci prowadzą obserwacje na jeszcze szerszą skalę i dlatego zwykle w ich strukturach znajduje się miejsce dla ośmiu szperaczy. Kluby z Anglii, które uwielbiają szastać pieniędzmi, zatrudniają powyżej dziesięciu osób odpowiedzialnych za poszukiwania nowych talentów, zaś rekordzista w tej dziedzinie – Chelsea - aż piętnastu! W przeciętnych klubach czwórka scoutów pozwala z powodzeniem realizować odpowiednią politykę transferową.
Widać zatem, że zarząd nie ułatwia nam życia, dlatego też odpowiednie zagospodarowanie zasobami ludzkimi w sferze obserwacji jest kluczowe. Nie ma czasu na marnotrawstwo, dlatego też postaram się wyłożyć Wam metodę, którą opracowałem na przestrzeni dwóch ostatnich tytułów serii Football Manager, a która pozwoli podnieść efektywność naszego scoutingu. Jej założenia są proste – tak rozplanować zadania poszczególnych osób, aby nie dublowały się z zakresem innego członka sztabu. Pozwólcie, że posłużę się swoim przykładem z czasów FM 2008. W klubie mam do dyspozycji czterech obserwatorów. To niezbyt dużo jak na pierwszoligowy zespół z aspiracjami, dlatego aby scouting przynosił maksymalne efekty, należy go odpowiednio rozplanować. Na samym początku musimy ustalić sobie kryteria poszukiwań. Ja za takie wyznaczniki obrałem wspomnianą wiedzę scouta, która decyduje o miejscu poszukiwań, i wiek zawodników, ze względu na który segreguję efekty pracy scoutów.
Skupmy się najpierw na wiedzy. Uzależniona jest ona od doświadczeń danego obserwatora i zasadniczo wpływa na prawdopodobieństwo wyszukiwania ciekawych zawodników. Wiedza każdego ze szperaczy jest w zasadzie ograniczona do państwa, w którym gramy oraz do krajów znajdujących się w pobliżu – dla Anglii będą to: Szkocja, Francja, Dania czy Szwecja. Zestaw „kraj rozgrywki plus sąsiedzi” jest schematyczny dla Football Managera i raczej nie znajduje się od niego odstępstw, choć w przypadku angielskich scoutów są oni minimalnie zorientowani w ligach hiszpańskich. Na szczęście nasz szperacz może posiąść wiedzę na temat obcych rynków transferowych. Warunkiem jest regularne wysyłanie go do przypisanego kraju, bowiem poziom zorientowania w nienaturalnych krajach dosyć szybko spada. Warto zatem ograniczyć wycieczki scouta do jednego, dwóch krajów i wyznaczać je zamiennie. Zbiorowe podsumowanie głębi wiedzy jak i jej źródło znajdziemy klikając opcję obserwacje, a następnie przechodząc do zakładki wiedza.
Na samym starcie naszej przygody powinniśmy skupić się na krajowym rynku, bowiem tutaj nasz scout ma największą wiedzę i z tego względu szansa na szybkie efekty jego pracy znacznie wzrasta. Również na dalszym etapie gry regułą powinno być, że zawsze jeden ze scoutów nieustannie penetruje rynek krajowy, dzięki czemu nasza lista zapełnia się rodzimymi zawodnikami. Ma to niebagatelne znaczenie w krajach, gdzie dość rygorystycznie podchodzi się do limitowania zawodników spoza Unii Europejskiej.
Kiedy zarząd umożliwi nam prowadzenie poszukiwań na całym kontynencie, powinniśmy zadać sobie pytanie, które kraje należy obstawić w pierwszej kolejności. Nie ulega wątpliwości, że każde z państw generuje zawodników o określonej charakterystyce – Hiszpania techników, a Anglia i Szkocja twardzieli. Ja w swej rozgrywce staram się dosyć często obstawiać kierunek południowy (głównie Włochy i Portugalia), ponadto Francję, Holandię, a także Skandynawię (zwłaszcza Szwecję i Norwegię). Oczywiście my Polacy nie powinniśmy zapominać o naszym krajowym podwórku. W Polsce również rodzą się talenty, które mają niemałe szanse zabłysnąć w skali europejskiej.
Skoro więc w naszym klubie znajduje się łączna liczba czterech szperaczy, to zagranicę śmiało można oddelegować jednego z nich. Pierwsze efekty jego pracy nie będą zadowalające, ale ma to na celu zaznajomienie się z piłkarskimi realiami panującymi w danej lidze. Pierwsza wycieczka jest zawsze długa i unieruchamia naszego człowieka nawet na 80 dni. Ponowna wyprawa w to samo miejsce, choć nieco krótsza, to powinna dać spore żniwo. To wystarczy także, aby utrzymać poziom wiedzy na dostatecznie dużym poziomie przez pewien okres czasu, aby pomyśleć o wysłaniu tego samego scouta do innego zakątka świata. Przy stosowaniu naprzemiennym należy brać pod uwagę spadające poziomy zorientowania, gdyż dłuższy rozbrat z danym krajem powoduje, iż scout ponownie musi odbyć podróż zaznamiającą go z rynkiem transferowym. Jeśli zatem dwukrotnie wyślemy naszego obserwatora do kraju A, to po jego powrocie możemy spokojnie wysłać go do kraju B na jedną podróż. Dalsze decyzje powinny być podyktowane chęcią utrzymania poziomu wiedzy scouta na danym obszarze, w takim stopniu, aby nie spadł poniżej pomarańczowej barwy.
Efektem pracy naszego obserwatora są raporty dotyczące ciekawych zawodników. Ich nazwiska znajdziemy klikając na ekran raportów danego scouta. Dla nas zasadnicze znaczenie mają kolumny rekomendacji oraz dwa osobne słupki wyrażone w gwiazdkach – obecne i potencjalne umiejętności. Ujęte są one w formie złotych (dla seniorów) i srebrnych (dla juniorów) gwiazdek. Ułożone są według siedmiostopniowej skali:
1 gwiazdka – ocena poniżej średniej
2 gwiazdki – średnia ocena
3 gwiazdki – przyzwoita ocena
4 gwiazdki – dobra ocena
5 gwiazdek – bardzo dobra ocena
6 gwiazdek – świetna ocena
7 gwiazdek – gwiazda
Dodatkowym efektem pracy naszego szperacza jest raport indywidualny, który znajdziemy w profilu obserwowanego grajka. Obok zestawienia w formie graficznej posiada on także opis niektórych cech zawodnika, jego mocnych i słabych stron oraz dodatkowe dane o przewidywanej kwocie odstępnego i wynagrodzenia.
Na samym początku warto wciągać na listę życzeń wszystkich piłkarzy i to bez względu na ich umiejętności. Dalsza selekcja pozwoli oddzielić ziarno od plew. Gwiazdki rekomendacji są wypadkową umiejętności grajka i zwykle przekładają się na jego wartość rynkową. Wiadomo, im większe umiejętności, tym większa cena, ale można czasem trafić na prawdziwy brylant za niewielkie pieniądze. Na pierwszym etapie powinniśmy pozbierać jak najwięcej nazwisk, tak aby dopiero z czasem stać się wybrednym. Zawodnicy godni polecenia zaczynają się dopiero od poziomu 4 gwiazdek rekomendacji, ale ich cena, w zależności od miejsca rozgrywek, może być wyrażona w milionach, albo setkach tysięcy. Dlatego mniejsze kluby w razie konieczności nie powinny gardzić słabszymi zawodnikami. W ten sposób możemy zbudować zaplecze kadrowe niezbędne do przetrzymania pierwszego sezonu.
Skoro wyprawiliśmy już naszego szperacza za granicę, to w klubie pozostają nam jeszcze trzej obserwatorzy. Jeden z nich powinien zostać oddelegowany do podglądania najbliższego rywala , bowiem jego informacje mogą mieć dla nas kluczowe znaczenie przy ustalaniu taktyki. Kolejny, jak już wspomniałem, powinien być przypisany do krajowych poszukiwań. Analiza rodzimego rynku musi być kompleksowa, czyli uwzględniać zawodników z całego przekroju wiekowego. Ja osobiście stosuję osobne poszukiwania juniorów (0-17 lat), młodzików (17 – 20), młodych (20 – 25) i doświadczonych (25 – 30). Może się wydawać, że tego typu rozróżnienie nie przynosi żadnych wymiernych korzyści. Ja stoję na stanowisku, że dzięki temu możemy porównać umiejętności poleconych zawodników w bardziej obiektywny sposób. Jest to trochę efekt psychologiczny – dysponując raportami zawodników z przedziału 18 – 30 lat możemy automatycznie odsiać juniorów, gdyż za punkt odniesienia często obieramy piłkarzy już ukształtowanych. Skoro więc wszyscy juniorzy będą w podobnym wieku, to łatwiej będzie nam zadecydować, który z nich wybija się ponad przeciętność w swojej kategorii wiekowej. Ponadto to pozwala też zebrać nazwiska na każdą ewentualność, czy to do łatania pierwszego składu doświadczonymi zawodnikami (25-30 lat), czy też poszukiwania młodych zmienników (20 – 25 lat), albo młodzików do drużyn juniorskich i rezerw (0-20 lat).
Jak już wspomniałem na samym początku warto zaopatrzyć się w jak najwięcej nazwisk, a dopiero później segregować je pod kątem rozmaitych kryteriów. Z tego względu ostatni członek sztabu szkoleniowego w mojej drużynie odpowiedzialny jest za sortowanie efektów pracy pozostałych. W tym miejscu dochodzimy do zagadnienia związanego z organizacją listy życzeń. Ja zwykle tworzę trzy shortlisty: juniorów (0-20), młodych (20 – 25) i doświadczonych (25 – 30). Wciągniętych na poszczególne listy zawodników poddajemy obserwacji naszego scouta, odpowiedzialnego za sortowanie efektów pracy innych szperaczy pracujących w kraju i za granicą. Ma to na celu monitorowanie postępów takiego grajka oraz upewnienie się, czy pierwszy scout podjął słuszną decyzję rekomendując nam konkretnego kopacza. W ten sposób minimalizujemy ryzyko błędu, który może powstać ze względu na różną skalę atrybutów obserwatorów.
Kiedy już będziemy dysponowali uporządkowanymi listami, czas wziąć się za porządki. Odsiewamy z nich graczy, których kwalifikacje są zbyt niskie, aby brać ich pod uwagę. W tym względzie można stosować zwolnienia grupowe, tj. odsiewać gromady zawodników z poszczególnymi gwiazdkami rekomendacji, ale ta metoda niesie ze sobą możliwość przeoczenia ciekawego zawodnika, który nie został doceniony przez naszego współpracownika. Dlatego raz na jakiś czas będziemy zmuszeni wejść w profil każdego zawodnika i samemu przeanalizować, czy warto go trzymać na liście, czy też nie. Gracze poniżej 4 gwiazdek sprawdzają się jako rezerwowi oraz osoby łatające luki w pierwszym składzie. Jeśli już myślimy o utrzymaniu się w najwyższej klasie rozgrywkowej, to pierwszy skład powinien być zbudowany z zawodników z czterema gwiazdkami. „Czterogwiazdkowcy” np. we Francji gwarantują też miejsce w środkowej strefie ligowej tabeli, a przy splocie szczęśliwych okoliczności, mogą powalczyć o europejskie puchary. Przełom następuje, kiedy zaczynamy myśleć o mistrzostwie, albo kiedy zamierzamy zaprezentować się z dobrej strony na kontynencie. Wtedy to z wszelkich list powinni odpaść zawodnicy słabi – poniżej 4 gwiazdek, gdyż nie przydadzą nam się w przyszłości. Teraz poszczególne listy zawierają już tylko najlepszych zawodników, z których możemy śmiało budować kadrę walczącą o najwyższe cele w kraju i za granicą.
Prowadząc trzy osobne listy posegregowane ze względu na wiek zyskujemy kilka rzeczy. W przypadku, gdy poszukujemy określonych wzmocnień (np. juniorów do rezerw), to automatyczne wejście w daną listę wyświetla nam potencjalnych kandydatów do gry. Wartość naszych zapisków jest jeszcze większa w momencie, w którym wygasa okres ochrony kontraktów (koniec grudnia). Kiedy skorzystamy z filtru statusu kontraktowego, to naszym oczom ukażą się juniorzy, których możemy pozyskać w przyszłym oknie transferowym i to bez sumy odstępnego. Proste, prawda? Należy jednak pamiętać o uprzednim przescoutowaniu zawodników przez naszego obserwatora odpowiedzialnego za selekcję zawodników. Jeszcze w grudniu warto zorganizować masową akcję scoutingu, aby upewnić się czy zawodnicy, którymi interesowaliśmy się do tej pory, w dalszym ciągu spełniają nasze oczekiwania. Z tego względu na początku stycznia zwykle sporządzam dodatkową shortlistę, na którą wciągam zawodników, którym wygasają kontrakty, a którzy przydadzą się w następnym sezonie. To już niemal ostatni etap „bosmanowej selekcji”, bowiem warto jeszcze prześledzić ich poczynania w perspektywie kilku spotkań (Football Manager oferuje nam możliwość obserwacji od jednego do trzech spotkań).
Odpowiednie zagospodarowanie narzędziami, w jakie przysposobili nas twórcy Football Managera, może w znacznym stopniu ułatwić nam prowadzenie rozgrywki. Dotyczy to nie tylko samego scoutingu, ale też reżimów treningowych, które przecież składają się z cyklów sezonowych oraz mikrocyklów. W każdym z tych przypadków należy poszukiwać takich rozwiązań, które przyniosą nam maksymalne efekty. Problem polega na tym, że musimy rzetelnie wywiązywać się z obowiązków, które nakłada na nas przyjęcie danego systemu. Takie zabiegi mogą dla niektórych wydać się czasochłonne, przez co do reszty zabijają „grywalność” nowego dziecka SI Games. Jednak sami twórcy, wprowadzając takie, a nie inne rozwiązania, zdają się budować naszą cierpliwość i udzielać, srogich niekiedy, lekcji pokory. Uczmy się zatem na własnych błędach.